Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Blog, do którego prowadzi poniższy odnośnik istnieje od 2008 roku. Przestawia w telegraficznym skrócie wszystko, co w Tomka życiu najważniejsze. Najczęściej przybiera wesołą formę, ale czasem mobilizuje też do przemyśleń na wiele życiowych tematów. Zapraszamy, choć na chwilę do zapoznania się z Tomkiem i jego historią zapisaną w postach.

                                                                                                                                                

 

Popularne posty

"To już się nie wróci"
Sięgam w pamięci do czasów, gdy beztroska była czymś absolutnie naturalnym. Rodzice wysoko nad głową będący zarówno opoką bezpieczeństwa jak, policjantem zbyt krewkiego charakteru i nieprzemyślanych zabaw. Pomimo tego była to epoka inna niż w dzisiejszych latach. Rodzice zaprowadzali raz do szkoły w pierwszej klasie, a później z bagażem nakazów i przestróg chodziło się już samemu w niebieskim mundurku z przypinanym białym kołnierzykiem z wielkim tornistrem na plecach i kluczem na szyi. Samochody na baterie sterowane falą radiową tylko w zagranicznych gazetkach, a w TV „Czterech pancernych i pies”. Zabawek w ogóle było mało za to inwencja twórcza w małych główkach ograniczona tylko pomysłowością. Szpada z patyka i z nakrętki od słoika, chroniąca przed bliźniaczą kopią w ręku kolegi oraz scenki z pod gwiazdy płaszczyka i szpady. Z roli muszkietera przechodziło się błyskawicznie w postać Janka czy innego czołgisty niezniszczalnego Rudego 102 i wystarczyło tylko ową szpadę przerobić na karabin przywiązując sznurek tak, aby mógł wisieć na plecach podczas marszu, kępki trawy wyrywane z ziemią na korzeniach świetnie zastępowały granaty. Tutaj znajdowały też swoją rolę dziewczyny, które od tego momentu nosiły imiona Marusia, Lidka czy Honorata. Biegaliśmy po lesie godzinami i o dziwo wracając na kolację nikt nie zastawał rodziców obgryzających z nerwów pazury zmartwionych o swoje, teraz już tylko podobnych do siebie z powodu kurzu i piachu od stóp do głów. Kąpiel była udręką z powodu podrapanych nóg od krzewów jerzyn i pozdzieranych kolan… szczypało niemiłosiernie… To, co dawniej było największą karą (szlaban na wyjście z domu) dzisiejszym dzieciakom po prostu mówiąc kolokwialnie „zwisa”- mają w nich swój świat… wirtualny świat. Nie zamieniłbym ani jednego dnia swojego dzieciństwa na ich dzień z laptopem na kolanach. Ehhh upalny dzień, łąka zalana żarem od słońca, dźwięk latających pszczół i miliona koników polnych- piękna zapomniana melodia!! Zimą zaś sanki, mokre kozaczki i spodnie, aż sztywne od śniegu i zamarzającej wilgoci. Dziś patrzę na dzieci odwożone i odbierane samochodem ze szkoły biegające pod blokiem jednak z niewidzialną smyczą wzroku rodzica baczącego na wszystko. Plastikowe śliczne zabawki z atestem zapewniające maksimum bezpieczeństwa… tak… gdzie to do szpady z patyka i pokrywki od słoika, którą trzeba było zardzewiałym gwoździem i kamieniem przebić pośrodku tak, aby weszła na patyk do samej rękojeści?
Teraz dzieci są bogatsze lepiej ubrane i w większości zaprogramowane przez rodziców właśnie na sukces w dorosłym życiu. Tak, więc zamiast wściekać się na podwórku odbierają korepetycje wszelkiego rodzaju spełniają ambicje swoich rodzicieli. Czy to nie odbiera im tego szczęścia, którym nas nasze czasy tak szczodrze obdarowały. Tego szczęścia z glutem po pas i obdartymi kolanami- to było dzieciństwo!!
Lata ciut starsze, gdy pierwsze lekcje erotyki odbierało się podglądając zakochane pary z krzaków… pocałują się czy nie? Nie daj Boże pogonią zaciekawionych młodocianych gapiów. Dreszcz emocji, gdy nieśmiało ze wstydem łapało się dziewczynę za rękę, aby przejść się kawałek drogi uskrzydlonym posiadaniem pierwszej dziewczyny… i niewinny cmok pod klatką na pożegnanie. Pamiętacie to kochani? Ja tak, z uśmiechem twarzy i tęsknotą!!
                                                                                                                                                                                                  Tomek Osóbka
 
 
"Ogród roskoszy"
 
Adam w ogrodzie przechadzał się co dzień i mimo wszelkiego dostatku brakowało mu jakiegoś dodatku.
Szukał i szukał... ciągle…stale, i chociaż starał się bardzo nie mógł tego znaleźć.
Czasu miał dużo, więc dumał wytrwale… fajnie tu jest, lecz jest małe, ale… jestem w tym raju sam… jak palec!!
Brakuje mi, ale czego? Rozmyślał biedny aż u Boga sobie przegiął!!
- Czego ty chcesz człowieku pierwszy, że mi tak za uszami.. piep… gadasz ;)
- Ty mi to powiedz mój Panie z wysoka, czego tu brak dla mojego oka??
Zasępił się Pan, ramionami wzruszył…
- Czego ty chcesz oprócz nieśmiertelnej duszy? Dałem ci raj, wszelki dostatek, na moje podobieństwo nogi i ręce, a ty chcesz coś więcej?
- Tak Panie, pomyśl jeszcze trochę, co dałoby mi więcej pociech.
Złapał Bóg nerwa i rzekł w takim stanie
- Dobrze, pamiętaj… teraz będziesz Adam… samiec.
Stracisz swe żebro Adamie marudny od dziś twój dzień nie będzie już nudny.
Do swej pracowni Bóg zabrał Adama kostkę- dam ja Ci zaraz taką… ciekawostkę!!
Tu trochę ujmę, tu dosztukuję... sssssssss ajjj… dobra… tu się podmaluje, zaokrąglę z tej i z tej strony… nooo Adam będziesz zadowolony.
Powrócił do raju Pan Bóg z tajemniczym uśmiechem… obdarzę cię jeszcze pokusy grzechem.
- Masz Adam to jest twoja Ewka, ale pamiętaj możesz wszystko oprócz owocu z tego drzewka!!
Adaś popatrzył trochę dokładniej…
- Panie Boże… ale to ładne!! Dziękuję Panie mam teraz raj, bratnią duszę… jabłek żadnych Tobie nie ruszę.
Zostawił Bóg parę samą na tym dostatnim skrawku ziemi z nadzieją, że nic się na nim zbytnio nie zmieni.
Cieszył swe oko Adam widokiem Ewy… wzrokiem krągłości z ciekawością mierzył… aż mu ktoś wreszcie policzek wymierzył.
- Co się tak patrzysz? Nie pozwoliłam!! Figowy listek szybko mi zrywaj.
Dziwne uczucie w Adama wstąpiło… przecież zapowiadało się tak miło…
- Ewka no co ty… przecież to dla mnie stworzono twe cnoty!!
- Może dla ciebie drogi Adamie, ale szacunek oddaj pierwszej damie!!
Nauczył się szybko Adam swej roli… lepiej się słuchać, bo inaczej policzek boli.
- Ogród rozkoszy…, w którym Ewka się panoszy. Wcześniej byłem tu sam jeden… teraz mam podwójny… Eden.
Docierała się długo rajska para w pełnym dobrobycie aż o jabłonce nastąpił informacji wyciek.
Ewy ciekawość wzięła górę i za namową węża nakarmiła jabłkiem męża.
Zakaz złamała najwyższego i tak dostali eksmisję z ogrodu rajskiego.
Zyskali wiedzę, stracili Eden, ale nie zmieni to tego, że w historii byli numerem jeden.
Tak przypomniałem Wam miłe panie jak przebiegało Wasze powstanie.
Dla Waszej wiedzy drogie kobiety mężczyzna oddał dla Was raju parytety.
Nie wątpcie, zatem w męskie intencje, dla nas facetów znaczycie znacznie więcej!!!
Tomek Osóbka
 
 
"O kobietach"
 
Bardzo lubię poznawać Wasz świat dziewczyny jednak niezmiennie stwierdzam… nigdy Was nie rozgryzę… nie zrozumiem tak do końca… Wasz świat ewoluuje w osobliwy sposób na kształt i podobieństwo, a przede wszystkim potrzebę ich WŁAŚCICIElEK. Jestem absolutnie pewien, że wynalazłyście telepatię i staracie się jej nas mężczyzn nauczyć. Przekonuje mnie o tym choćby często słyszany tekst mojej żony, gdy nie wykonałem czegoś, o czym pomyślała, a dla Niej z kolei było na tyle oczywiste, że aż nie warte słownego wyrażenia- „ A ja myślałam, że ty wiesz…” Panowie czy Wy macie to samo?? Przysięgam, że staram się odnaleźć w sobie tą moc porozumiewania umysłem, nauczyć ją choćby w drobnym ułamku kontrolować, ale albo marny ze mnie uczeń albo z Moni kiepski mentalista.
Od najmłodszych lat podglądam Was przy wielu czynnościach i przysięgam ni w ząb nie wiem, dlaczego robicie pewne rzeczy w taki, a nie inny sposób. Jedna z większych zagadek… otwarta buzia podczas malowania rzęs… widziałem to tyle razy i do tej pory nie rozumiem jak to działa…, w czym to pomaga!!??? Jak szczoteczka może pogrubiać i wydłużać rzęsy?? One są, jakie są i basta.
Kolejna zagadka to zapewne dla większości niezauważalna anatomiczna różnica w budowie damskich i męskich oczach. Kobiece oko na bank rozróżnia więcej kolorów- pudrowy, łososiowy, chabrowy… i uwaga… kobaltowy???? Co to jest kolor pudrowy…?? W męskim świecie są tylko trzy podstawowe kolory i świetnie z tym funkcjonujemy od zarania dziejów- fajny, pedalski i ch…owy!!
Damska torebka… niby takie małe coś, a jak zajrzysz do środka drogi panie to zauważysz nieodkrytą i przepastną Narnię… czarną kosmiczną dziurę z wszelkimi osobliwościami wszechświata… nie zaglądaj tam nigdy drogi kolego dla własnego dobra!! Nie no… nie zdzierżę i wspomnę jeszcze o tym ( ????)… ileż można rozmawiać przez telefon… w dodatku podczas wykonywania w tej samej chwili kilu czynności naraz- gotowanie, prasowanie, oglądanie serialu, komentowanie na fb… pilnując przy tym jeszcze dzieciaki!!??
Zakupy… idziecie po trzy rzeczy wracacie z dziesięcioma, plus coś ładnego na poprawę nastoju… jaką poprawę nastroju skoro to my faceci mamy popsuty zaglądając z Waszym powrotem w historię płatności na koncie bankowym!!?? Skoro już o czymś ładnym to oczywiście przychodzi mi na myśl ten największy kolejny po damskiej torebce paradoks, jakim jest szafa- trudno domknąć, a założyć nie ma co… ehhh… Boże dodaj mi mądrości proszę! W domu króluje bawełna, ale jak z domu wychodzicie to liczy się najdrobniejszy szczegół… wszystko nawet to niewidoczne musi być „dobrane”. Tu jednak rozczaruję Was moje drogie.. tak jak telepatii nie posiadamy też rentgena w oczach… a zresztą gdybyśmy tylko go posiadali zapewne w naszym towarzystwie pojawiłyby się szybko białe laski… nie mylcie z szczupłymi blondynkami… piszę o tych, których maca się… oczywiście tylko teren przed sobą, kiedy straci się wzrok!! Zresztą jak mniemam duży procent kobiet wierzy że wzrok już nam odebrano lub posiadamy jakiś ogranicznik wizji w naszych mózgach… „ Nie no… ty wiesz… on zamiast rozmawiać i patrzyć mi w oczy to cały czas miał wlepiony wzrok w moje cycki” !! A gdzie ja się pytam GDZIE miał patrzyć jak założyłaś dekolt po pępek dziewczyno!!! Tak już mamy i dziękujcie za to że jesteśmy wszyscy znawcami mody :) W tym przykładzie nas kategorycznie krytykujecie, ale jak po dwóch godzinach pindrzenia się przychodzicie i pytacie
- No i jak wyglądam??
Kiedy odpowiadamy:
- Może być…
Dopiero się zaczyna „polka galopka” i pytania poirytowanym głosem…
- Może być?? Jak to może być… co jest źle!!
W tym momencie oczekujecie żebyśmy dokonali w sobie transformacji i zamienili się, co najmniej w Gianni Versace. Tłumaczę!! „Może być” oznacza, że jest naprawdę dobrze. Poza tym, którego faceta interesuje czy torebka pasuje do butów, kiedy widzi kobietę np. w małej czarnej?? Stwierdzenie „Może być” to to rodzaj wypowiedzi, w której nie doszukujcie się drugiego dna… panów terminologia jest bardzo prosta w zrozumieniu… nie tak jak Wasza gdzie stwierdzenie „Już” oznacza „...jeszcze tylko…” U nas jest tak lub nie i jeśli potwierdzimy słowem „dobrze” po Waszej uwadze, że „Trzeba wymienić uszczelkę w kranie, bo kapie” to nie musicie nam tego przypominać, co weekend!!
Powiem Wam tylko dziewczyny, że dla nas jesteście cudne i kochane, jesteśmy o tym przekonani od pierwszej chwili, kiedy się z Wami wiążemy. Marzymy abyście zostały zawsze takie, jakimi Was poznaliśmy. Tak nieśmiało zapytam- dlaczego to zazwyczaj płonne marzenie? Jakiś dziwnym trafem wcześniej czy później z księżniczek zamieniacie się we wróżki i choć nie posiadacie różdżki wokół zaczyna się bardzo wiele zmieniać. Ba wokół… żeby jeszcze tylko wokół. Najgorsze, że z tych potulnych owieczek wychodzi ukryty terminator zdobywca, w którego priorytetach jest zmiana naszego męskiego świata (w Waszym kobiecym mniemaniu oczywiście) na lepszy. Muszę tu dodać jeszcze, że Wasza bezwzględność terminatora ma jakiś dziwny „cykliczny” porządek miesięczny… dobrze, gdy ten „program” nie zawiesza się pozostając na „ nie rusz, nie dotykaj- tryb przed, w trakcie i po”- takich „kumulacji” chłopaki Wam nie życzę!!
Najdziwniejsze, że przed zaobrączkowaniem wszystko Wam w nas pasuje „…Ja bym ci nigdy nie zabroniła…” i skąd potem nagły atak amnezji… „ja tak nigdy nie powiedziałam…”, dziwnym trafem pamięć wraca w najmniej oczekiwanym momencie i przy drobnej różnicy zdań pojawi się jak as z rękawa jakiś szczegół sprzed dwudziestu lat… „ Pamiętasz jak uśmiechnąłeś się do TAMTEJ?”
Miłe Panie!! Apeluję w imieniu swoim i innych mężczyzn o poszanowanie suwerenności granic męskiego świata zarówno w sprawach szczególnej wagi jak i tych maleńkich aczkolwiek bardzo ważnych szczegółach. Tak na marginesie… męska maszynka do golenia jest nietykalna!! Dlaczego wiem, że parę z Was właśnie się uśmiechnęło?? Pytanie „ Co to jest spalony”, „ O Jezu, nie mogę się patrzeć jak oni się tak leją po tych gębach” podczas oglądania TV nie musi być rytuałem, a próba przekonania nas, że jesteście równie dobrymi kierowcami skazana jest z góry na klęskę!! To są święte bastiony naszego męskiego świata. My odwdzięczając się spróbujemy nie robić głupiej miny słysząc „ Odcinek 543” i „ W następnym odcinku”…
Stwierdzić mogę tylko jedno… i nie zaprzeczajcie… sądząc po tym, że liczebnie chodzi Was więcej po tej ziemi niż nas drogie panie… MY MĘŻCZYŹNI MAMY WIĘCEJ CIERPLIWOŚCI I MIŁOŚCI W SOBIE niż nas o to podejrzewacie. Już w swoim imieniu poza wszelkimi granicami z Wenus i Marsa to niezmiennie Was uwielbiam. Nie zmieniajmy damsko męskiego świata skoro już tak funkcjonuje od naszego powstania, wszak przeciwności się przyciągają i z całym przekonaniem stwierdzam, że ja swoją przeciwność też sobie przyciągnąłem, pokocham i jest mi z tym dobrze :)
Tomek Osóbka
 
"Magiczny prysznic"
 
amiętacie zimę, gdy ledwie wystawało się zza stołu? Na sankach do bólu byleby górka wiozła w dół. Po raz setny w pocie czoła pokonywana w przemoczonych butach i rękawiczkach wspinaczka po stromej ścieżce z sankami ciągnionymi za sobą za sznurek? Spodnie sztywniejące od mrozu i białe przy nogawkach od oblepionego śniegu? U nas ognisko organizowane na szybko żeby się troszkę ogrzać… czasem pod dachem z gwiazd, a niekiedy pod nawisem skalnym blisko naszego domu. Wojna na gałki wyrzucane zza śniegowych fortec czy spacery po kolana śniegu lesie podczas tropienia ludzkich śladów w poszukiwaniu pułapek z drutu zastawianych przez złych ludzi na biedne leśne zwierzątka. Czasem znajdowaliśmy ich całkiem sporo… potem gry na Atari w ciepłym domu u ciotki Dyzia w Montezumę.
Przypomina mi się jak staliśmy w trzech patrząc na dziewczyny wyglądające przez szarą z brudu szybę klatki. Jakbyśmy się umówili szybki rzut ulepionej ze śniegu gałki niemal w tym samym momencie w ich kierunku… brzdęk stłuczonej szyby… nim zdążyłem się zorientować szybki salw ucieczki kolegów z miejsca zdarzenia… moje nogi same ruszyły za nimi… kierunek w dół na dużą polanę… upiekło nam się… nikt nas nie dorwał za ten wyczyn. Zima wtedy była jakaś inna… ciekawsza i w niczym nie przeszkadzała, jeśli chodzi o radochę i fan.
Każda pora roku miała swój urok. Jesień z kasztanami strącanymi badylami z drzew wśród zapachu spalanych resztek opadającej z liści przyrody w pobliskich ogródkach.
Wiosna ze zrzucanymi przy pierwszych promieniach słonecznych kurtkach i inauguracja sezonu kąpielowego nierzadko w długi weekend majowy. Dreszczyk emocji na wagarach w lesie z dziewczynami i kanapki do szkoły pieczone nad wesołymi płomykami trzaskających z suchych gałęzi.
Wakacje nad naszym Rejowskim stawem, dyskoteki i nocne pływanie… na waleta. Na plaży piasek, na sobie kąpielówki oraz śliniący olejek do opalania na brązowej skórze… spojrzenia i podryw płci przeciwnej. Ochłoda w zimnej wodzie po grze w kosza i częste żarciki zastawiane na niczemu nieświadomych kolegów czy bogu ducha winnych ludzi.
Jednym z żartów, który pamiętał był „magiczny prysznic”, który uruchamiał się tylko nam na klaśnięcie dzięki pewnemu trikowi. Wystarczyło przytkać dłonią rurę, którą napełniano brodzik dla dzieci… nieliczni wiedzieli, że woda leci tylko tu albo tu. Konsternacja klaszczących ludzi spoglądających na suche sitko była przepiękna… szczególnie, gdy sekundę po tym jak on wychodził spod prysznica wchodził któryś z nas i woda leciała tuż po podwójnym klaśnięciu… niektórzy wracali… nasz głośny śmiech wyrywał ich z błogiej nieświadomości oraz zastawionego na nich żartu.
Była jeszcze szkoła… niestety… ale i tu były pewne plusy. Pierwsze miłostki, liściki (sms nie istniał) i emocje „czasów pierwszych” ;) ehhhhh I te szalone osiemnastki.Dorastanie było piękne...
Tomek Osóbka
 
"Znów będziesz chodził"
 
W dniu wczorajszym TVP2 wyświetliła dokument BBC pod tytułem „Znów będziesz chodził” (dziękuję za informacje o nim dziewczyny :)-przegapiłbym) Dokument opowiedział w skrócie jak przebiegały prace, przygotowania do tego spektakularnego sukcesu w medycynie. Pierwszy człowiek dzięki zastosowaniu nowatorskiej metody zaczyna chodzić... ciągle nie mogę w to uwierzyć. Lekarze świata głowili się nad metodą przez dziesiątki lat- udało się to NASZYM lekarzom. Rzucili się na głęboką wodę wybierając bardzo trudny przypadek- niemal centymetr przerwy między tą neurologiczną autostradą naszego ciała. To nie był przypadek!! Lekarze wiedzieli, co robią, jak robią i to naprawdę wyszło. Boże nawet nie wiecie, co czuję… jakby lek na moje kalectwo było na wyciągnięcie ręki… jakby za chwilę mieli nas wszystkich naprawić i dać nowe życie. Stało się to możliwe… to się wydarzy!! Pierwszy pacjent mów o powracającym czuciu i najwyraźniej nie towarzyszył temu ból, raczej o niezwykłych wrażeniach powracającego czucia, odzyskiwaniu świadomości posiadania kończyn jak przed wypadkiem.
Trochę przeraża operacja, perspektywa ogromu pracy nad sobą, ale skoro ten pan daje radę to i ja nie polegnę. Ćwiczenie jest moim chlebem poprzednim od dwudziestu jeden lat.
Wyobraźnie rozpala informacja, że twórcy metody nie chcą urywać czy patentować metody, a to daje nadzieję, że zajmie się tym wielu lekarzy, szansę na szybszy postęp i powszechny dostęp do tej metody leczenia. Odkrywcy nie chcą zarabiać na patentach i chwała im za to!! Wierzę, że tak właśnie będzie, ale ochładza mnie myśl o finansowej kwestii tak złożonego przedsięwzięcia... nie wierzę w darmowe leczenie… nie mam ku temu powodu skoro po moim wypadku rehabilitację musiałem zapewnić sobie sam. Operacja potem długotrwała rehabilitacja… możliwie profesjonalna… zwykły szarak tego nie przebrnie sam… Od dawna zastanawiam się, dlaczego na wojnę idą takie niebotyczne pieniądze, a leczenie nie jest dostępne wszystkim potrzebującym. Zdrowie naprawdę nie powinno mieć ceny!!
Nie wiem jeszcze jak, nie wiem gdzie, ale muszę o tym myśleć już dziś i nie tracić nadziei szczególnie, gdy wreszcie mam podstawę by ją w ogóle mieć!! Może się wreszcie pozbędę obcych ciał na mojej przetraconej szyi :) Swoją drogą jak na nie patrzę to czuję się jak praca Adama Słodowego...
 Tomek Osóbka
 
"Kulka"
 
Zawieszona w zimnej i ciemnej przestrzeni , obcej dla wszystkiego, co żyje. Jest jak arka Noego wśród podobnych do siebie kształtem szarych tworów kosmicznej tajemnicy powstania wszechświata. Niewyobrażalna przestrzeń rządzona przez prawa fizyki bogata w jej paradoksy niezgłębione przez istoty, jakie nosi na sobie nasz glob. Niebiesko zielona, zasobna w tlen i bogactwa mineralne kolebka życia… przepiękna- ZIEMIA!! Bogactwo fauny i flory w niezliczonych gatunkach życia powstałych być może z przypadku podczas różnych chemicznych zdarzeń. Zależna od wielu czynników, których zaburzenie choćby w drobnym elemencie może zniszczeć w jednej kosmicznej chwili to, co powstawało przez miliony lat. Kiedyś zgaśnie słońce… to pewne, może uderzyć w nas wielka kometa, wybuch wulkanów spowoduje wieloletnią zimę. Scenariuszy kataklizmów związanych z przyrodą jest wiele, a wśród nich my sami… gatunek, który już stworzył na własne życzenie narzędzia samozagłady. Czy jest we wszechświecie inny odpowiednik naszej ziemi, alternatywa gdyby wydarzyło się coś szczególnego? Czy żyje na niej twór podobny naszemu? Czy jest mądrzejszy w poczynaniach od nas? Czy zdobył swą wiedzę doświadczeniem podobnym do naszej cywilizacyjnej historii? Pytań jest wiele i brak na nie odpowiedzi. Jeśli istnieje ktoś, o kim mówią nasze religie, wszechwiedzący i potężny stworzyciel musi być bardzo cierpliwy oraz łaskawy dla swojego dzieła. Chciałbym żebyśmy my ludzie nauczyli się żyć w symbiozie z naszym przepięknym ŻYJĄCYM globem i jego przyrodą. Jest naszym domem, schronieniem w czeluściach kosmosu, a my jesteśmy jednym gatunkiem ludzi- ZIEMIANAMI!! Chrońmy go, dajmy coś od siebie zamiast tylko brać, dbajmy o niego, bo póki co innego schronienia nie ma… Zapraszam do obejrzenia filmu- robi wrażenie!
http://www.youtube.com/watch?v=nGeXdv-uPaw
Tomek Osóbka
 
"SAMSON"
 

W czasach odległych z rozkazu Pana odwiedził anioł plemię Dana. Miał być posłańcem… dobrze może prościej… taki z przestworzy sms Boży…

Mówiąc już ściślej w mieście Sorea tak długo szukał aż do właściwych drzwi zastukał. Maż z żoną tu mieszkał skromnie, niestety również bezpotomnie.

Tak miało być, a może przypadkiem się stało, że tylko do Niej przemówił anioł. Rzekł całkiem cicho raczej w tajemnicy, że Pan im zadanie ważne wytyczył.

W szczegóły nie chcę zbytnio wchodzić, zatem tak krótko… Ona miała rodzić… On spłodzić. Tak właśnie z Bożego wyboru ich życie nabrało wyższego wigoru.

Wybranek mąż Manoach miał na imię, ale wsławił się dopiero synem. I choć najważniejsze to Ona zrobiła, jej godność w historii się zagubiła.

Anioł nakazał tejże kobiecie, że musi być teraz na „ czystej” diecie…

- Do czasu jak Bogu urodzisz poświęcone dziecię!!

Ni miodu, ni wina… już wyobrażam sobie, jaka była jej mina. Czym prędzej do swego męża poszła o wszystkim mu doniosła.

Manoach wysłuchał żony sceptycznie… tia, uwierzę jak sam go uświadczę, ale… optycznie!

- Pewnie tak bardzo pragnie syna, że wszystko sobie wymyśliła…

Przezornie jednak poprosił Boga

- Jeśli to prawda z wysoka Panie nich anioł w mych progach ponownie stanie.

Wysłuchał najwyższy modlitwy człowieka…

- Leć Anioł na ziemię Manoach czeka.

Zstąpił, więc szybko nie tracąc chwili nie wiedząc jednak, że znów biedaka wyglądem zmyli. Jako podróżny u drzwi stanął… któżby pomyślał, że to jest anioł.

Przyjął w swych progach Manoach wędrowca, chciał nakarmić pożywnym daniem, ale go zgasił skrzydlaty zdaniem.

- Zamiast jedzenia dla mnie… Bogu zachowaj się ofiarnie!!

Zadrżał ze strachu, ale już wiedział

- To anioł mą żonę naprawdę nawiedzał!!

Z ogromnej skruchy z dowodu wiary z koźlątka złożył przy nim ofiary. Przyjął je z nieba wysłany poseł i w ognia blasku do nieba poszedł.

Manoach mocno przejął się rolą… zgodnie ze świętą żądaną wolą. Chociaż z młodością było już krucho na Boży nakaz nastawił ucho.

Zbliżył się do swej żony spiesznie i chyba nie można powiedzieć, że to było grzeszne… Manoach dumny był z siebie, ale jak miało być skoro miał wsparcie w niebie…

Wiem.. wiem, co teraz dziewczyny powiecie… On tylko (…), ale to jej przypadło urodzić dziecię. Trudno Wam jednak nie przyznać racji wszak bez Was na ziemi nie byłoby tak licznej nacji.

Wracajmy jednak do powyższego przykładu by inna myśl nie pomieszała opowieści ładu.

Powiła syna dzielna kobieta, na którego uciśniony Izrael czekał. Był wyróżniony już od poczęcia, a nazireatu śluby miały mu przynieść chluby.

Trochę to zawiłe, więc powiem prosto… nie miałoby z nim roboty krosno… ni miodu, ni wina… mówi Wam coś mamusi mina??

O jego dzieciństwie niewiele pisali, dopiero o dorosłym więcej informacji dali. Wyrósł postawnie, miał męski głos… o jego sile decydował długi włos.

Już chyba wiecie, o kim mowa, bo raczej zbędnym przedstawiać Samsona. Ród Filistynów miał drżeć przed tym panem jak drzwi warowni przed wroga taranem.

Drżały przy nim również niewiasty, na które często zalotnie patrzył. Dorastał w sile, a kiedy stał się prawdziwym mężczyzną rodzicom z domu się wyślizgnął.

Przybrał azymut na miasto Timna i trzeba wspomnieć podróż była trochę dziwna. Na drodze Samsona stanął lew srogi, ale tym razem pomylił progi.

Oberwał zwierzak w pysk pełen kłów i odszedł do wiecznej krainy snów. Tak to młodzieniec hoży rozpoczął misterny plan Boży.

Dotarł wreszcie do tego miasta, w którym mieszkała pewna niewiasta. Siłacza dosięgła amora strzała i stała się rzecz wręcz niebywała.

Powstał mezalians gruby, gdy uzgodnili wziąć razem śluby. I tak niedługo pomimo rodziców weta odbyła się weselna feta.

Wesoła miała być ta imprezka, ale inaczej wiodła Boża ścieżka. Samson zagadką uraczył gości, przez co narobił samych trudności.

" Z tego, który pożera wyszło pożywienie, a z mocnego wyszła słodycz"- taka szarada… a zaraz potem małżonki zdrada.

Głowili się nad nią długo Filistyni i nic nie wymyślili. Zamiast rozumu szantażu użyli i odpowiedzi z niej wydusili.

"Cóż słodszego niż miód, a cóż mocniejszego niż lew?"… już wzbierał w Samsonie gniew.

Resztką sił trzymał nerwów postronki… szantażem do mej małżonki???

-Gdybyście nie orali mą jałowicą, zagadka byłaby wciąż tajemnicą!!

Grali o szaty, lecz zamiast nich dostali okrutne baty. Z weselnej uczty wyszła krwawa jatka… tak się skończyła oważ zagadka.

Strzelił pan młody swojego focha, ruszył w kierunku… rodzima wiocha. Gdy wreszcie trochę ochłonął inny już zajął się jego żoną.

Dobrze… tu na chwilkę przerwę nim historii znów złapię werwę… wiem, że był to wybraniec Boży, ale skąd on im teraz trzysta lisów stworzył?

Do kitek pochodnie przywiązał i ogniem gniew rozwiązał. Drzewa oliwne, winnice, pola… stała się faktem pogorzelców dola.

Wkurzył się mocno król Filistynów i wysłał po zemstę swych zbrojnych synów. Zbrojni po zęby naparli w grupie… Samson pokazał, że ma ich w …

Zaczął wywijać szczęką z osiołka, a kogo pacnął trafiał do dołka. Dla ludu swego stał się istnym celebrytą… taki to numer najeźdźcom wyciął.

Nie było armii na tego brata aż Filistyni postanowili zagrać niewiastą i tak podstępnie Samsona trzasnąć.

Dalila miała na imię i cóż pisać wiele… ciut inny oręż tkwił w jej pięknym ciele. Wiele kobiet nim biegle włada… panowie czujnie… inaczej biada.

Zaczęła swą gierkę uprawiać, lecz siłacz nie chciał się nic wygadać. Znów zagadkami się wykręcał… brak informacji sen z jej oczu spędzał.

Dwoiła się i troiła aż coś nań wymyśliła. I tak w ferworze damsko męskich igraszek wyśpiewał wszystko jak mały ptaszek.

- Mą siłę dał mi sekret Boży, którą mi w pukle najwyższy włożył.

Dalila farbę wnet puściła, fryzury szybko pozbawiła. Zerwał tym Samson nazireatu śluby, tak doprowadził do swojej zguby.

Pojmali, spętali do żaren zagnali… wzrok dla pewności też odebrali. Żywa legenda mełła ziarenka była w tym jednak Boża ręka.

Mijały tygodnie, noce i dnie- grzywka odrosła na jego łbie. Źli Filistyni to przegapili i na imprezę wnet zaprosili.

Święto Dagona było okazją taką okrutną wroga fantazją. Niczym zwierz dziki wystawiony na widok publiki.

Fiesta w świątyni się odbywała gdzie stała się rzecz niebywała. Bawiła tu Filistynów magnateria oraz pospólstwa cała materia.

Tłoczyli się przy siłaczu ciekawscy tłumnie…

- Dam ja wam...- wyszeptał Samson- Tylko postawcie mnie przy kolumnie.

Poprosił w swej duszy żarliwie „Oddaj mi Panie siłę… choć na maleńka chwilę” Zaparł się dłońmi o kolumny dwie niczym o drzewek maleńkich pnie.

Zadrżały stropy, pękły fasady… klęska narodu… nie ma przesady. „Dżihad” Samsona dobiegł tu końca, zginął biblijny bohater obrońca.

 

Tomasz Osóbka

Te i inne posty można znaleźć na stronach mojego bloga. Zapraszam Wszystkich, którzy chcieliby czasem spędzić ze mną kilka chwil częstych odwiedzin.